Wyspa Bohol. Klejnot Filipin
Jakiś czas temu, dr Filip Wojciechowski z zaprzyjaźnionej Fundacji Kahibalo, obiecał, że opowie nam nieco więcej o wyspach filipińskiego regionu Visayas. Zatem dzisiaj zapraszamy Was na Bohol – 10 pod względem wielkości wyspę Filipin, ze stolicą w Tagbilaranie. Dlaczego wyspa Bohol zyskała sobie przydomek „Klejnotu Filipin”? Oddajemy głos Filipowi – zapraszamy do lektury!
Wyspa Bohol – „Klejnot Filipin”
Jakiś czas temu przedstawiłem Wam ogólny zarys niezwykle pięknego regionu Filipin – Visayas. Teraz chciałbym się skupić bardziej szczegółowo na jednej wyspie, bliskiej memu sercu, z którą związany jestem już 12 lat. Jest to wyspa Bohol – „klejnot Filipin”, jak mawiają sami Filipińczycy. Jak już pisałem wcześniej, mają ku temu wszelkie powody! Bohol ma wszystko, czego szukają podróżnicy – ważną dla kraju historię, bogactwo kulturowe oraz zapierającą dech w piersiach naturę.
Ta wyspa, wielkości połowy województwa opolskiego, jest pod względem rozmiaru 10-tą na Filipinach. Wchodzi ona w obręb prowincji o tej samej nazwie, która składająca się z 47 gmin, 6 okolicznych wysp i wysepek oraz jednego miasta – Tagbilaran City. Bohol, poza jego „klejnotami” historycznymi i przyrodniczymi, wyróżniają też jego mieszkańcy, którzy znani są na Filipinach ze swojej gościnności i skłonności do celebrowania każdej możliwej okazji.

Historia sięgająca XVI wieku
Historię Boholu poznajemy od momentu przybycia na Filipiny Hiszpanów. Niedobitki z wyprawy Magellana w 1521 roku uciekły trzema statkami z Cebu właśnie na Bohol. Ponad czterdzieści lat później, Miguel López de Legazpi z powodzeniem dotarł na Filipiny z misją budowy stałej osady. Początkowo spotkał się z wrogością, szczególnie na Cebu, dlatego skierował się ku Boholowi. Filipińczycy byli nieufni, ponieważ wcześniej portugalscy najeźdźcy atakowali ich społeczności.
Z pomocą malajskiego pilota Legazpi wyjaśnił lokalnym przywódcom, że Hiszpanie przybyli w pokoju. Dnia 16 lub 25 marca 1565 roku (źródła podają dwie daty) Legazpi i Sikatuna, miejscowy władca osady Bool, zawarli Sandugo, czyli „pakt krwi” – rdzenny rytuał przyjaźni polegający na zmieszaniu kropli krwi z winem i wspólnym jego wypiciu. Podobny pakt zawarto później z innym wodzem z Boholu, Sigalą z Loboc. 15 kwietnia 1565 roku, po mszy w Loay. Wtedy to Legazpi oficjalnie ogłosił przyłączenie Boholu i pozostałych wysp do Hiszpanii. Na obrzeżach miasta Tagbilaran można zobaczyć rzeźbę upamiętniającą tę okoliczność, która stanowi pierwszy z obowiązkowych punktów na trasie turystów przybywających na Bohol.

Przybycie jezuitów
Po odkrywcach przybyli jezuici. Założyli swoją siedzibę w Baclayon i rozpoczęli szerzenie wiary katolickiej na wyspie. Jednak zaledwie kilka lat po ich przybyciu, 26 października 1600 roku, Baclayon zostało napadnięte przez około 300 wojowników Moro z Maguindanao. Z powodów bezpieczeństwa jezuici przenieśli swoją siedzibę do Loboc, które znajduje się w głębi lądu.
W 1602 roku zakonnicy założyli tam pierwszą parafię na wyspie, a następnie, w 1605 roku szkołę z internatem dla chłopców, która była ośrodkiem kształcenia dzieci lokalnej elity rządzącej. Poza Loboc, która była siedzibą jezuitów, zakonnicy założyli jeszcze pięć osad: Baclayon, Jagna, Talibon, Inabanga i Maribojoc.
Jeden z najstarszych kościołów Filipin
Nic więc dziwnego, że najstarsze kościoły na Boholu możemy znaleźć właśnie w Baclayon i Loboc. W 1727 roku ukończono w Baclayon kamienny kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, który stoi do dzisiaj. Świątynia ta była kilkukrotnie remontowana w XIX wieku. W czasie II wojny światowej została częściowo zniszczona, lecz ją odbudowano.
Z kolei pierwotny, drewniany kościół w Loboc został zniszczony w 1638 roku w wyniku pożaru. W 1670 wzniesiono jego większą wersję. Natomiast kościół z kamienia, który możemy obecnie podziwiać, ukończono w 1734 roku.
Obydwa kościoły bardzo ucierpiały w wyniku trzęsienia ziemi z 2013 roku. W obydwóch świątyniach zawaliły się dzwonnice i fasady, które przez kilka kolejnych lat były odbudowywane z pierwotnego materiału. Wiele elementów wewnątrz kościołów przetrwało. Zdecydowanie zachęcam to zatrzymania się w tych świątyniach. Trzeba przyznać, że robią wrażenie i wyglądają trochę inaczej, niż te, które znamy z naszego podwórka.

Baclayon – nie tylko sacrum
Miasteczko Baclayon położone jest wzdłuż brzegu morza, gdzie można podziwiać lasy namorzynowe i oczywiście turkusowe wody Filipin. Przy porcie wieczorami można zastać rozłożone stoliki, przy których siedzą miejscowi zajadając potrawy z grilla. Jest morze, jest jedzenie, są dające przyjemne światło lampki… Jak możecie przypuszczać jest to miejsce, gdzie wielu młodych umawia się na randki.
Poza urokliwym położeniem, wzdłuż głównej szosy można zobaczyć kilka drewnianych domów kolonialnych, które pochodzą nawet z 1853 roku. Niestety nie zostały one przekształcone w muzea, ale warto je zobaczyć, zanim ulegną całkowitemu zniszczeniu!

Pamilacan – obserwowanie delfinów i innych zwierząt morskich
Gmina obejmuje również pobliską wyspę Pamilacan, którą dobrze widać z lądu. Zamieszkuje ją niespełna 1400 mieszkańców. Życzliwość lokalnych mieszkańców i ogólny spokój tego miejsca sprawiają, że jest to idealne miejsce na odpoczynek od stresu. Na wyspie znajduje się również jeden obiekt historyczny – 200-letni fort, który był wieżą strażniczą dla Hiszpanów, a obecnie jest wpisany na listę skarbów narodowych.
Pamilacan jest otoczony dobrej jakości siedliskami tych zwierząt, dzięki czemu można stosunkowo łatwo zobaczyć delfiny i żółwie bez tysięcy innych turystów (jest to przeciwieństwo sąsiedniej wyspy Panglao!). Jest to też bardzo zrównoważony sposób ich obserwacji, ponieważ dochód idzie w całości do lokalnej społeczności, nie zaś, jak w przypadku Panglao – do większych firm.
Obserwacja delfinów rozpoczyna się między 5 a 6 rano. Lokalny przewodnik zabierze Was łodzią rybacką w miejsce, gdzie najprawdopodobniej będą przebywały zwierzęta. Co więcej, przewodnicy mają doświadczenie w wypatrywaniu zwierząt, dzięki czemu będzie Wam łatwiej je dostrzec. Taka wycieczka trwa około 2 godzin. Po niej możecie popływać do woli dookoła wyspy, by podziwiać ogromne żółwie!

Alburquerque – najdroższa sól Filipin
Za Baclayon leży Alburquerque, gdzie znajdziecie interesujące miejsce, w którym nadal wytwarza się sól w bardzo starym, tradycyjnym stylu sprzed kolonizacji! Ta metoda produkcji soli jest na skraju wymarcia ze względu na bardzo pracochłonny proces wyrobu, a także konkurencję ze strony importowanej i znacznie tańszej soli komercyjnej.
Jednak w Alburquerque wciąż można zobaczyć, jak miejscowa ludność podtrzymuje tę tradycję. Do wytwarzania soli, zwanej „asin tibuok” wykorzystywane są łupiny kokosowe, które moczone są w słonej wodzie lasów namorzynowych, a następnie wypalane na popiół i gotowane w glinianych naczyniach. Jest to niesamowita manufaktura. Aby dowiedzieć się więcej, warto wysłuchać wyjaśnień właściciela lub pracowników. Jeśli planujecie zwiedzanie Boholu, zdecydowanie warto tu zajrzeć, bowiem to jedna z lokalnych tradycji, która może w najbliższym czasie zniknąć!
Bilar – przyrodnicza duma Boholu
Przejeżdżając przez Alburquerque i Loboc, dotrzemy w końcu do Bilar. Na wjeździe miniecie ładnie wyglądający las – „Man-made Forest” budzący podziw wśród odwiedzających. Można się tam zatrzymać się przy autostradzie i zrobić ładne zdjęcie. Warto jednak pamiętać, że jest to sztuczny ekosystem (jak wskazuje nazwa – „stworzony przez człowieka”) i ma bardzo szkodliwy wpływ na środowisko. Dlaczego? Ponieważ składa się głównie z drzew mahoniowca, które hamują wzrost innej roślinności.
Bilar jest jedyną gminą na Boholu, która w swoich granicach posiada aż dwa obszary chronione. Są to „Rajah Sikatuna Protected Landscape” (RSPL) oraz „Loboc Watershed Forest Reserve”. Zobaczymy w niej również bardzo ładne wodospady Pangas, do których idzie się mostem wiszącym. W Bilar możemy jednak uświadczyć coś jeszcze ciekawszego – żyją tu niemal wszystkie gatunki zwierząt Boholu! Przy odrobinie szczęścia zobaczymy tam wyraki filipińskie, lotokoty, makaki filipińskie, syczka wyspowego, gębala cynamonowego, łaskuna palmowego i wiele innych! Nasza Fundacja Kahibalo prowadzi tam badania nad kilkoma z tych gatunków. Dodatkowo, jeśli będziecie w okolicy, zapraszamy Was do wsi Subayon na „nocne safari” z lokalnym przewodnikiem. Jest to na ten moment jedyne miejsce, gdzie można zobaczyć te gatunki zwierząt w naturze. Co więcej – dochody przeznaczane są na dalsze inicjatywy związane z ochroną lokalnej przyrody!

Duma Boholu – Wzgórza Czekoladowe
Dwie gminy dalej, w Carmen, znajdziemy jedną z największych atrakcji Boholu i całych Filipin – Wzgórza Czekoladowe. Są to setki porośniętych trawą wapiennych wzgórz o stożkowatym kształcie. To właśnie ta trawa w porze suchej brązowieje, co nadało nazwę całej formacji. Warto też wiedzieć, że te charakterystyczne formacje skalne powstały z muszli zwierząt morskich spoczywających na dnie morza, które miliony lat temu zostały wyniesione na powierzchnię w wyniku ruchów tektonicznych. Chociaż wzgórz są dziesiątki, a nawet setki, to niestety nie ma tu żadnej trasy pieszej – jest to tylko punkt widokowy. Można pokusić się o przejażdżkę quadem na trochę większej przestrzeni, jedna nie oddaje ona w pełni piękna tego terenu. Najlepiej obserwować Czekoladowe Wzgórza… z samolotu!

Zobacz też:
Niebo na krańcu wyspy
Myślę, że dopełnieniem całej wyprawy będzie Anda – gmina, która posiada wszystko z czego słynie wyspa Bohol. To niezwykłe miejsce, mające wiele do zaoferowania: wszechobecny spokój, bujną zieleń i oszałamiającą przyrodę, lazurową wodę, biały piasek, a także przyjaznych mieszkańców. Znajdziecie tu wszystko, czego potrzebujecie, żeby się zrelaksować. Jednocześnie miejsce to nie jest dotknięte masową turystyką, o co coraz trudniej na Filipinach.
W Andzie znajdziecie też pełną magii wyspę Lamanok, nazywaną przez niektórych „kolebką cywilizacji”. Wyspa ta charakteryzuje się gęstą, zieloną roślinnością, wapiennymi klifami i mnóstwem namorzynów! Jednak tym, co sprawia, że jest tak znana, są ślady starożytnej cywilizacji oraz jej bogaty folklor. Należą do nich malowidła na ścianach, trumny w jaskiniach oraz miejsca składania przez miejscowych ofiar bóstwom, aby zapewnić m.in. lepsze zbiory.
Wspomniałem, że w Andzie możecie znaleźć się w niebie, teraz dodam, że nawet w dwóch – White Heaven i Blue Heaven. Są to wzgórza, z których roztaczają się panoramiczne widoki całej gminy i morza, a przy dobrej pogodzie – nawet pobliskich wysp. Moim zdaniem lepszego widoku na Boholu nie doświadczycie! Ochłonąć z wrażeń można na plaży Quinale, która jest jedną z najbardziej zadbanych, ogólnodostępnych plaż na wyspie. Zanurzycie się tu w przezroczystej niemal wodzie i dotkniecie miałkiego, białego piasku. Czego chcieć więcej?

Zapraszam na Bohol!
Myślę, że pokazałem Wam wystarczająco, abyście zdecydowali się odwiedzić tę wyspę, do czego bardzo zachęcam. Czeka na to również wielu miejscowych, dla których zrównoważona turystyka to główne źródło utrzymania. A zatem… do zobaczenia w „klejnocie Filipin”!
Filip Wojciechowski
dr Filip Wojciechowski – zoolog, od lat zakochany w Azji, w której jeszcze na studiach rozpoczął staż (Wietnam). Od 2014 roku związany ściśle z Filipinami, na których przez prawie 4 lata na stałe mieszkał na wyspie Bohol, a później również Cebu. Zajmował się tam pracą na rzecz ochrony wyraka filipińskiego – naczelnego, który jest eksploatowany przez turystykę masową. Po powrocie do Europy i obronie doktoratu założył Fundację Kahibalo, która działa na rzecz badań przyrodniczych, edukacji miejscowej ludności, rozwijania potencjału lokalnych badaczy, wdrażania projektów przedsiębiorczości społecznej, a także zrównoważonej turystyki.

